• Wpisów:16
  • Średnio co: 83 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:49
  • Licznik odwiedzin:3 266 / 1426 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jennnnny wchodze po.. iluś tam dniach, a tu 1 000!
Czysty 1 000 xd
Zabieramy się do roboty i to natychmiast!
  • awatar Gość: No no nareszcie jesteś. Czekam na odcinek :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wesołych Świąt Hooligans !
Niedługo wstawię xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Szczęśliwi ? xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Słuchajcie! Obiecuję Wam, że już nigdy nie będę pisać kolejnego rozdziału w telefonie...
Bo przepisanie tego zajmuję mi od groma czasu xd
A więc...proszę i przepraszam, że jest to takie krótkie, za wszelkie błędy i niedociągnięcia bla bla bla
_________________________________________________________
A oto kolejny nudny dzień.
Dzień, który sprawi, że poczuję się tak jak zawsze, ale nie do końca.
Mowa o tym, iż będzie to zwyczajny dzień.Różnić się będzie jedynie tym, że spędzę go z kilkoma dopiero poznanymi osobami.
Leniwym krokiem, przecierając jeszcze zaspane oczy schodziłam ze schodów ku kuchni.
Współlokatorka pochłaniała ogromne ilości kanapek z sałatą, jednocześnie upajając się gorzkim zapachem kawy.
Ja zdecydowanie wolę herbatę.
Pośpiesznie ruszyłam w stronę kuchni.
Włączyłam czajnik i udałam się do toalety.
Po wyjściu do głównej części domu ślad po Natalie zanikł.
Ruszyłam na poszukiwanie.
- Mel...nie wariuj! - wmawiałam sama sobie
Gdzie ona może być...
Nie mogła od tak zniknąć...
Natychmiast chwyciłam za telefon.
11.
Fantastycznie.
Za dwie godziny mamy być gotowe, a ona gdzieś zniknęła.
- Natalie!
Ostatecznie postanowiłam się nią nie przejmować.
Jednak myśl ,,Gdzie ona jest?'' nie dawała mi spokoju.
Wybrałam numer do Natalie.
*Dryn* *Dryn*
Zostawiła telefon...
Okej.
Pośpiesznie związałam włosy w koka.
Włożyłam zwykłe lekko znoszone jeansy.
Górą była bluzka.
Szara.
Natomiast rękawy miała czarne.
Jeszcze tylko buty.
Vansy.
Całe przygotowanie zajęło mi około godziny.
Wsunęłam do ust zaledwie dwie kanapki oraz kubek herbaty, gdy w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
*Din* *Din*
Gwałtownie zerwałam się z siedzenia i podbiegłam do drzwi.
Moim oczom jednak nie ukazała się Natalie, tylko Michelle.
- Hej - oznajmiła jak zwykle szczerze uśmiechnięta
- Mason siedzi w samochodzie i majstruję coś przy radiu, gotowa na piknik?
Czysty entuzjazm.
- Jasne, tylko muszę skoczyć na chwile po torebkę i do łazienki
- Okej
Po czym chwyciłam telefon oraz kluczyki z blatu i wrzuciłam je do torebki.
Skierowałam się do łazienki pozostawiając Michelle w drzwiach.
Przez drzwi usłyszałam ciche kroki...
Jakby ktoś wszedł do domu.
Może Natalie zechciała wreszcie przyjść.
Kroki ucichły.
Wyszłam z łazienki, chwyciłam z blatu torebkę i wybiegłam z domu.
Zamknęłam drzwi i dołączyłam do Mich i Masona.
Nawet nie zauważyłam jak z kanapy zniknął sweter i telefon Natalie.
Dziwne.
- To gdzie jedziemy? - zapytałam zatrzaskując drzwi od pojazdu
Nawet nie zauważyli, że Natalie nie ma.
- Do Phila - oznajmił oschle Mason
Coś się stało...
- Mason...
- Co?
Znów oschle.
- Coś się stało?
- Nic...
Było po nim słychać, że tak...
- Radio zepsuło mu się w samochodzie - pośpiesznie odpowiedziała promienna Mich
- Aaaa
- Mel...przepraszam...
Nagle jakby ożył i wytrysnął pozytywną energią.
Zacząwszy od nietypowego...słowa.
- Ale...
- Po prostu za to, że od rana jestem taki chamski
Nie powiedziałabym.
Po prostu ma zepsute radio...
Zatrzymał się około trzydzieści minut później pod ogromną willą.
Ściany były białe.
W niektórych miejscach pokryte beżowymi cegłami.
Płotem były białe sztachety.
Na posesje Lawrence'a również drewnianą i białą furtkę.
Przed nią wyłożona była drużka z drobnych kamyczków.
Prowadziła ona do wielkich czarnych szklanych drzwi.
Mason zamknąwszy samochód wyprzedził mnie i Michelle by móc zapukać do drzwi.
*Puk* *Puk*
Po chwili w drzwiach stanął Phil.
Ubrany był w zwykły t-shirt i spodenki do kolan.
- Hej Phil... - odezwała się w tym momencie Michelle, po czym oboje się uściskali
Mason zrobił podobnie.
- Melanie! Cieszę się, że przyszłaś - uśmiechnął się
Przekonująco.
- To zapraszam
Po czym odsunął rękę od framugi drzwi, wpuścił nas i natychmiast zamknął drzwi.
Wewnątrz tej olbrzymiej willi nie było ni nadzwyczajnego.
Wszędzie pełno gitar...
Po środku wielka skórzana biała kanapa i przytulnie wyglądający kominek.
Wspólnie z Mich, Philem i Masonem wyszliśmy za dom.
Grill był już rozstawiony.
Siedział tam tylko Bruno.
Najwyraźniej dopiero zabrali się za przygotowania.
Wspólnie z Michelle usiadłyśmy na drewnianej ławce obok Bruna.
Mason postanowił pomóc Philowi przy przenoszeniu tych...lodów.
Nagle ku mojemu zdziwieniu z dou Phila wyłoniła się...Natalie.
No cóż...
Można było się tego spodziewać.
Ostatnio bez przerwy papla z nim przez telefon lub piszę sms'y.
Niech ona mi wreszcie powie o co chodzi, bo inaczej będę musiała sama się dowiedzieć.
Nienawidzę gdy coś przede mną ukrywa.
Jakby straciła do mnie całkowite zaufanie.
- Hej, co tam nowego?
Dzięki Bogu Michelle przerwała tą ciszę.
- Umm nic nowego...czekamy na resztę chłopaków - oznajmił po czym roześmiał się
To był cudowny uśmiech, w którym od razu można się zakochać.
Tak...
- Powiedzcie lepiej co u Was
- U nas wszystko tak jak wcześniej - oznajmiła
- Ja szuka pracy, ale nie wiem jeszcze co wybrać... - oznajmiłam dosyć nieśmiało
Brzmiało to bardziej jak wyżalenie.
Wątpię, by kogokolwiek to interesowało.
- Może powinnaś bardziej uwzględniać swoje mocne strony, w czym jesteś dobra...
- Sama nie wiem...
Ten tylko cicho się zaśmiał.Nawet nie zauważyliśmy gdy Michelle odeszła od nas.
Pięknie.
Jak w bajce...
- Jakie masz hobby?
Ja natychmiast lekko zawstydzona odpowiedziałam.
- Śpiewam...
On po chwili namysłu odpowiedział.
- Hmmm no proszę, my szukamy kogoś do chórków
Oczy paliły się tak samo jak i policzki.
- Tylko, wiesz, musisz przyjść do nas na przesłuchanie, byśmy wiedzieli z kim mamy do czynienia... - dodał uśmiechając się
Ja tylko skinęłam głową na ,,tak''.
Niewiarygodne.
Za każdym razem gdy z nim rozmawiam, odczuwam pewnego rodzaju słabości.
  • awatar HooligankaPaulinka: Ooo jak słodziutko :3 Fajnie, tylko niech nie będzie taka nieśmiała :D Czekam na kolejny. Mam nadzieję, że będzie szybciej :D
  • awatar glovesandhats: Obiecuję, że w weekend nadrobię wszystkie rozdziały XOXO
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hooligans! Rozdział już napisany, teraz trzeba go tylko opublikować
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Właśnie na Radio Zet leci Moonshine
Ale mam szczęście xd
  • awatar Gość: Hej to pati ,,destiny,, wie która. Masz napisać V rozdział!
  • awatar HooligankaPaulinka: @- destiny -: No to ma być! Ja czekam, bo jak nie to będzie źle :D :*
  • awatar - destiny -: @HooligankaPaulinka: Zapewniam, że we Wtorek już na 100% powinien być xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Życzcie mi szczęścia
Mam jutro ważny egzamin do napisania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
To niewiarygodne!
Jestem z Wami na Pingerze od ok. czterech tygodni, a czuję się jakbym zawsze tu była.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przepraszam za to małe zamieszanie xd
Dopadło mnie małe zatrucie pokarmowe
Ale jestem już w miarę zdrowa
Przepraszam za błędy etc.
Iiiii przepraszam, że jest to takie krótkie xd
____________________________________________________________
Dziś zamierzam wybrać się na małe zakupy z Natalie i Michelle.
Może jakoś lepiej poznamy się.
Mason odwożąc mnie i Natalie do domu prosił byśmy przyszły kiedyś do niego do studia.
Wstydzę się, ale część z nich już znam.
To nie musi być nic strasznego - tak wmawiam sobie przez cały dzień odkąd wstałam - o 8.
Michelle przyjedzie po nas o 12.
Trzeba jeszcze zrobić zakupy, bo lodówka świeci pustką.
Wcześniej wzięłam prysznic.
Ubrałam się w zwykłą szarą bokserkę, szare rurki i czarne vansy.
Włosy związałam w luźnego koka i pognałam w kierunku samochodu.
W jakimś sensie z Natalie mieszkałyśmy na odludziu, więc najbliższy sklep oddalony był o jakieś 6 kilometrów.
Nie było innego wyjścia jak tylko jechać samochodem.
Natalie wciąż jeszcze spała, albo i nie.
W dodatku chichotała w nocy, zapewne pisząc z Philem, więc nie było żadnej szansy by porządnie wyspać się.
Jednak to i tak miałam sporo siły by poznać to interesujące miasto.
Podobno wiele się tu zmieniło.
Jeszcze zdążę zwiedzić to wszystko.
Wchodząc do samochodu włączyłam radio, zasiadłam na skórzanym fotelu, zapięłam pas i odpaliłam tego wielkiego ,,zwierzaka''.
- The is the rhythm of the night... - pierwsze słowa znanej mi piosenki wylatywały z głośników
- Czy wszyscy muszą robić cover tej piosenki? - spytałam sama siebie
- Ale trzeba przyznać, że jest niezła
Mimo to i tak przełączyłam na inną stację,
- Oh Oh Oh I!
- I was a silly boy! - zaczęłam podśpiewywać znany utwór
Kilka minut później gdy piosenka się skończyła zaparkowałam samochód przed supermarketem.
Chwyciłam czarną torebkę, wyjęłam kluczyki ze stacyjki i wysiadłam z samochodu.
Pogoda była dosyć dobra.
Słońce świeciło, a na jasnym, błękitnym niebie nie było najmniejszej chmurki.
Wchodząc do środka sklepu spostrzegłam przez szybę podejrzanie znajomy samochód.
Dokładnie identycznym przyjechali wczoraj na przyjęcie Phil i Bruno.
Przez moje detektywistyczne przemyślenia i podejrzliwe spojrzenie nie zauważyłam nadjeżdżającego na mnie wózka.
Niestety to było nieuniknione.
Stało się.
- Uuuuu... Przepraszam, nie zauważyłem Cięęę...eee Zanim się obejrzałam walnęłam wózkiem prosto w jego wózek.
Okazało się, że moja intuicja mnie nie zawiodła.
To najprawdopodobniej jego samochód.
- Melanie?! - dodał zdziwiony
Chyba pytał tak dla pewności.
Tak, na pewno.
- Tak - oznajmiłam z pół uśmiechem
- A ty pewnie Bruno - dodałam uśmiechając się po czym on parsknął śmiechem
- Tak
- Jak Ci się podoba w Los Angeles? - spytał po chwili z dumnym głosem
- Jak na razie jest dobrze, może będzie jeszcze lepiej - oznajmiłam z pustą miną
- Miejmy nadzieję - oznajmił z uśmiechem
I od razu poprawił mi się humor.
- Jesteś tu sama? - spytał przestawiając wózek na bok gdy to ja wyciągałam z półki ulubione płatki Natalie.
Corn Flakes.
- Tak, a ty? - oznajmiłam
- Jestem tu z Philem - odpowiedział wręczając mi swój oryginalny uśmiech
A to znikąd nagle pojawiły się rumieńce.
Płomieniste policzki podkreślały moje gęste rzęsy i niezbyt opaloną skórę.
- A gdzie on jest? - spytałam z drobnym śmiechem w głosie
- Zatrzymał się przy dziale z lodami - oznajmił przejęty
Doprawdy?
Zapewne lubi lody.
Hmmm...
- Urządzamy jutro mały piknik i Phil koniecznie chce mieć na nim lody - westchnął z troską
Po chwili z tłumu wyłonił się Phil.
Miał on na sobie szarą bluzę z logiem jakiejś drużyny sportowej .
Zwykłe, lekko spadające z bioder jeansy, podwinięte do kostek.
Na stopach miał czerwone vansy.
Natomiast na głowie nosił czarnego snapbacksa z napisem ,,OBEY''.
Na jego umięśnionych rękach spoczywało około ośmiu pudełek lodów.
Truskawka, toffi, czekolada, wanilia, mięta oraz guma balonowa.
Wyglądało to jakby na tym pikniku mieli jeść tylko lody.
- ...i chciałem spytać czy...
Zaczął gdy nagle znikąd przybiegł do nas zmęczony Philip
Energicznie wrzucił wszystkie pudełka do wózka, zawiesił się na poręczy, ukucnął, spuścił głowę w dół i próbował złapać oddech.
Bez skutku.
Wraz z Brunem głośno się roześmialiśmy na co Phil tylko odwrócił się w naszą stronę i odskoczył od wózka.
- Melanie? - wykrzyczał zdumiony
- Phil! - odwzajemniłam
Nim się obejrzałam jego już nie było.
Po co tym razem poszedł?
Po chipsy, żelki? A może ciastka?
- Ahhh ten Phil... - oznajmił układając na stertę pudełek dwa kartonowe pudełka płatków.
- O co?
- Hmm? - rzucił energicznie odwracając się w moją stronę
- Chciałeś mnie o coś spytać...
To trochę krępujące wypowiedzieć to zdanie.
Jest jednoznaczne.
Dlaczego?
- Ummm... chciałem spytać czy wspólnie z Natalie odwiedziłybyście Nas na pikniku, Mason i Michelle też przyjdą - oznajmił niepewnie
- Pewnie - uśmiechnęłam się
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatecznie Phil wracał się do wózka jakieś osiem razy i tyle razy wracał się z powrotem w poszukiwaniu kolejnych niezdrowych produktów żywnościowych.
Mniejsza z tym.
Piknik zaplanowany, na jutro, na 13.
- Natalie! Wstawaj! - krzyknęłam wchodząc przechodząc przez salon prosto do kuchni
- Natalie? Nie śpisz już? - wykrzyczałam zszokowana
Momentalnie zeszła z krzesła barowego.
- Myślałam, że ty jeszcze śpisz - zaśmiała się chłonąc kanapkę za kanapką
- Gdybyś odsłaniała zasłony po wyjściu z łóżka, zauważyłabyś, że nie ma naszego samochodu - oznajmiłam z litością
- Serio?
To był czysty sarkazm.
Miała na sobie białą koronkową sukienkę.
Do tego brązowe lity, parę złotych łańcuchowych bransoletek i kolczyki - na pierwszy rzut oka wyglądają jak ćwieki.
Od tyłu zauważy się, iż Natalie ma dwie dziurki w jednym uchu i nie były to byle jakie dziurki, tylko jakieś prostokątne.
Ona, wręcz uwielbia przerabiać dodatki do np. starych butów - w tym przypadku ćwieki - na biżuterię.
Czasem poświęcała się dla nich.
To mnie trochę smuciło, ale jeśli jej sprawiało to radość...
Wyłożyłam wszystkie zakupione produkty do szafek i udałam się na górę.
Złapałam tylko za torebkę i wybiegłam przed dom.
Michelle powinna pojawić się za moment.
Postanowiłam jeszcze jeden raz wrócić się do domu.
- Natalie!
Mój głos rozległ się niczym echo w wielkim pustym domu.
Niespodziewanie do moich uszu dobiegł odgłos klaksonu.
Klaksonu dobiegającego z samochodu Michelle.
Jednak większym zaskoczeniem było to, iż obok niej siedziała Natalie.
Dziewczyna układała warkocz z grubych pasm włosów.
Obydwie tryskały radością.
Nie zwlekając dłużej dołączyłam do dziewcząt.
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Po skończonym szaleństwie, jeśli można by to tak nazwać Michelle zawiozła nas do domu.
Najśmieszniejsze było to gdy Michelle weszła do wózka gdy byłyśmy w supermarkecie.
Ona uwielbia to robić.
Lub gdy Natalie wrzuciła obcemu kolesiowi pięć prezerwatyw do koszyka.
Może było to trochę dziecinne, ale mina jego żony i kolesia za kasą była bezcenna.
Jutro czeka mnie kolejne spotkanie z Brunem.
Ciekawe jak tym razem to się skończy...
  • awatar Bruno ♥.♥.♥.: Ojej ojej nareszcie :D Odcinek świetny.I to spotkanie z Bru.Też myślę że zaszaleją i . Błagam nie każ mi długo czekać na kolejny. :*
  • awatar HooligankaPaulinka: No nareszcie :* A już się nie mogłam doczekać :D Coś czuję, że zaszaleją na tym pikniku ;) Czekam z niecierpliwością, bo to wciągające :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hmmm nie wiem czy już to widzieliście, ale tak na wszelki wypadek napisze o tym xd
http://www.bestfandom.com.ar/
Na tej stronie głosuję się na najlepszy Fandom miesiąca.
Jest tam lista Fandomów, na której znajduje się też nasz, Hooligans.
Na razie mamy 12 miejsce.
Głosowanie jest do końca miesiąca, czyli 31 marca 23:59 Osobiście o tej stronie dowiedziałam się z jednego z fan page'y o Brunie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Hej!
Chciałam tylko oznajmić, iż piąty rozdział pojawi jeszcze w tym tygodniu
Chciałam też zaprezentować swoje beztalencie w postaci własnego rysunku, który przedstawia nikogo innego jak Bruna
Trochę mi nie wyszedł, ale pierwszy raz go narysowałam
Kogo ja oszukuję, w ogóle
mi nie wyszedł
  • awatar - destiny -: @HooligankaPaulinka: :)
  • awatar HooligankaPaulinka: @- destiny -: Okej, nie ma problemu ;) Zdrowiej tam :* Już wstawiłam swój rysunek Bruna xd
  • awatar - destiny -: @HooligankaPaulinka: Przepraszam, ale nabawiłam się jakiegoś zatrucia pokarmowego, więc było ze mną źle :/ Na szczęście jest już lepiej, więc spróbuję jutro dodać następny ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Przepraszam, że przez tydzień (?) nic nie dodawałam, ale nie miałam zbytnio weny i co chwila miałam jakieś sprawdziany w szkole, ale na szczęście wszystko wróciło na swoje miejsce.
Bardzo dziękuję za ponad 100 odwiedzin
Przepraszam za wszelkie błędy, niedociągnięcia itp.
_________________________________________________________
Zbudziło mnie rano anielskie słońce.
Mimo tego, że nigdy nie lubiłam wstawać rano, czuję się taka wypełniona tą energią ze świata.
Czuję jakby Los Angeles to było to czego długo szukałam, że tu mogę być do końca sobą.
Zrobiłam podobnie jak mówił Mason.
Zjadłam kilka kanapek, poszłam pod prysznic i spać.
Dziś czeka mnie rozpakowywanie tych walizek i wszystkich toreb.
Mason obiecał, że spróbuję dziś przyjechać z Michelle.
Pomogą mi się rozpakować.
Czasem traktuję go jak starszego brata, którego nigdy nie miałam.
Po prostu jest mi bardziej bliższy, jak brat niż kuzyn.
W zwykłej białej bokserce, różowych szortach w różyczki zeszłam na dół.
W salonie moje okna były tak olbrzymie, że nie potrzebowałam, a przynajmniej w lato, najmniejszej świeczki.
Jasnobrązowa podłoga sprawiała, iż czułam się jak na wakacjach na plaży.
Do tego jeszcze błękitna tapeta z motywem oceanu i palm.
Brakowało mi tu tylko leżaka i kapelusza ze słomy.
Zasiadłam na drewnianym krześle za barkiem z cegieł nad którym przymocowana była brązowa skalista płyta.
Wszystko jeszcze pachniało tą ,,nowością''.
*Dryn* *Dryn*
Po chwili w całym pomieszczeniu rozległ się już całkiem mi znany dźwięk.
Pobiegłam na górę i zorientowałam się, że zostawiłam otwarte drzwi od pokoju.
- Uhhh gdybym nie zostawiła je otwarte to nie usłyszałabym jak dzwonisz - zaczęłam mówić do telefonu jakby był człowiekiem
- Słucham? - odezwałam się pierwsza zatwierdzając zieloną słuchawkę
- Melanie? - znajomy głos ,,wypływał'' ze słuchawki
- Natalie? - spytałam uradowana
- Wow! Chyba po raz pierwszy użyłyśmy naszych pełnych imion w jednej rozmowie! - krzyknęła zdziwiona Natalie
- Tak, to dziwne...
- Mniejsza z tym, jaki poranek jest w L.A. ? - wyrwała mnie z prawie, że detektywistycznych przemyśleń
- No wiesz, normalny - odpowiedziałam zwyczajnie
- Normalny? Nie widziałyśmy się... - po chwili Natalie tak jakby zacięła się
- Policzyłaś już? - spytałam nagle
Nikt nie odpowiadał.
- Dobra poczekam...
...
Minęło około 2 minut gdy ponownie usłyszałam głos Natalie.
- ...19 godzin, a ty mówisz, że poranek jest ,,normalny'' ? - nagle jakby ożyła i zaczęła krzyczeć do telefonu
- Dobra - oznajmiłam wstając od barku i podchodząc do jednego z okien
- Słońce powoli wznosi się do góry, niebo jest lekko pokryte jasnymi, bialutkimi chmurkami, a samo niebo jest błękitne... - zaczęłam dokładnie opisywać jej wszystko co widziałam za oknem
- Awww a za drzwiami,jest złociutki piasek, taki ciepły, O mój Boże! A woda jest po prostu cudowna! - ciągnęłam dalej wychodząc przed dom przez duże szklane drzwi
- Dobra, już rozumiem...chcesz, żebym Ci zazdrościła? - wyrwała mnie z moich opowieści
- Nie zapominaj, że ja też tam mieszkam - dodała
- Na razie to jesteś w San Francisco, w naszym małym mieszkanku, a w L.A. będziesz mieszkać dopiero za 2 tygodnie - wypominałam jej
- Dobra tam, mogłabyś otworzyć mi drzwi? - spytała niespodziewanie Natalie
- Co? Jakie drzwi? - spytałam zdziwiona
- No takie brązowe, duże stoję przed nimi już jakieś 10 minut i rozmawiam z Tobą - oznajmiła na co ja od razu podbiegłam do drzwi
Rozchyliłam je szeroko, a za nimi ujrzałam Natalie.
Dziewczyna stała, a razem z nią kilkanaście toreb.
- Hahaha i to niby ja potrzebuję dużo toreb by się spakować? - wybuchłam śmiechem podbiegając do niej i ściskając
- Auć! Zaraz mnie udusisz!- nagle Natalie zaczęła się odrywać
- Dobra, jak udało Ci się przyjechać wcześniej ? - spytałam rozluźniając uścisk
- Zwolniłam się z pracy - powiedziała ze sztucznym uśmiechem
- Co?! - krzyknęłam
- Tak, wiem to idiotyczne, ale jak już mieszkamy w Los Angeles, to wypadałoby znaleźć tu jakąś robotę, bo nie chciałabym jechać codziennie ponad 600 km - rzuciła
- Okej, najważniejsze, że przyjechałaś - ponownie pociągnęłam ją w swoją stronę
- Wiem - zaśmiała się
- Czym przyjechałaś ? - spytałam nagle odrywając się od przyjaciółki
- Samochodem - powiedziała uradowana
- Samochodem? W sumie to chyba dobrze, że nie zostawiłaś go tam - wypaliłam
- No dobrze, co tam u Masona ? - mówiła chwytając kilka toreb w dwie kościste dłonie
- Wszystko u niego dobrze - oznajmiłam opierając się o framugę
- Pomóc Ci? - wypaliłam po chwili
- Jak chcesz - oznajmiła z uśmiechem wnosząc ciężkie torby na piętro
Wsłuchałam się przez chwile w wiatr i fale bijące o brzeg.
Chwyciłam dużą walizkę i wniosłam ją na górę po schodach.
Nagle usłyszałam dźwięki dobiegające z pokoju Natalie.
Wycofałam się i stanęłam za drzwiami.
- Tak, może dzisiaj? Co ty na to? Myślę, że się zgodzi - mówiła co chwila śmiejąc się pod nosem
- Nie, a coś się stało? Zapytam się Mel - po chwili znów zaczęła z kimś rozmawiać, zapewne o mnie
W końcu odłożyła telefon, a ja weszłam do pokoju jak gdyby nigdy nic.
- Masz tu jeszcze jedną walizkę - oznajmiłam szybko wchodząc do pokoju
- Co? Aaaa no tak, dzięki, dzwoniłam do Masona, powiedział, że przyjedzie za 15 minut - rzekła przyglądając się mi
- 15? Uhhh dobra, jakoś to będzie - wypaliłam wybiegając nagle z pokoju
Na śniadanie będzie...
No właśnie, co?
Wyciągnęłam z dolnej wysuwanej szafy grubą księgę z przepisami.
- Naleśniki, gofry, gofry, znowu gofry... - szeptałam błądząc bezradnie palcem po następnych kartkach
- Szukasz czegoś? - krzyknęła Natalie schodząc z góry
- Śniadania - rzuciłam nie odrywając wzroku od książki
- Co powiesz na pancakes z dodatkiem płatków owsianych? - odparła
- Brzmi zachęcająco
- Wiem, to bierz się za to - oznajmiła
- Co? - spytałam oburzona
- Hahaha, żartuję Mel! - mówiła przez śmiech
*Din* *Din*
- Oooo to pewnie Mason i Michelle - prawie, że krzyknęłam popychając przy okazji Natalie, która wpadła na szafkę
- Mel! - krzyknęła wściekła
- Tak?
- Uspokój się! - krzyczała masując obolałe ramię
*Din* *Din*
- Już idę!
Pociągnęłam za złotawą gałkę i ujrzałam kuzyna i dziewczynę średniego wzrostu
- Awww Mason! - krzyknęłam ściskając kuzyna
- Melanie, to jest Michelle, Michelle to jest Melanie - rzekł rozkładając ręce raz przede mną raz przed Michelle
- Hej! Jestem jego dziewczyną, a ty pewnie kuzynką, wiele o Tobie słyszałam - oznajmiła rozszerzając uśmiech
- Miło mi, mam nadzieję, że mówił Ci o mnie dobre rzeczy - zaśmiałam się
- Hahaha, tak - odwzajemniła śmiech jeszcze bardziej rozszerzając uśmiech
- Wejdźcie - oznajmiłam wysuwając pionowo rękę w kierunku wnętrza
- Mel! Kto to? - krzyczała Natalie wykładając okrągły placek na talerzu
- Mason i Michelle! - odpowiedziałam również krzykiem
- Kawy? Herbaty? Wody? - spytałam wstając od stołu
- Umm poproszę wodę - odpowiedziała Michelle przyglądając się widokowi zza okien
- Ja też - zaśmiał się Mason
- Okej - ze śmiechem udałam się do kuchni
Wyjęłam z pudła na podłodze 2 szklanki i postawiłam je na piaskowej ladzie.
Z innego pomieszczenia przyniosłam dużą butelkę wody i nalałam ją do 2 szklanek.
- Melanie! Spytaj Masona czy chce owsianego placka! - krzyknęła ze śmiechem wykładając złociutkiego placka na czerwonym talerzu
- Już biegnę! - krzyknęłam biorąc do ręki dwie szklanki i zmierzając do salonu
- Proszę - oznajmiłam z uśmiechem stawiając przed nimi dwie szklanki wypełnione ponad połowę
- Dzięki - odpowiedziała uśmiechając się
- Dzięki - dodał Mason
- Okeej... - oznajmiłam oddalając się do kuchni
- Co jest? - odezwała się Natalie gwałtownie się odwracając
- Nic - oznajmiłam z uśmiechem
Nic nie mówiąc wróciła z powrotem do smażenia
- Melanie! Natalie! - krzyknął znienacka Mason
- Idę! - odpowiedziałam po czym Natalie wyłączyła patelnię, chwyciła talerz z pancakesami i zaniosła naczynie do salonu
Trzy sekundy później Natalie siedziała już spokojnie na fotelu, ja natomiast na fotelu obok.
- Pamiętasz jak wczoraj mówiłem Ci, że chcemy zrobić Ci imprezę powitalną? - oznajmił Mason patrząc mi prosto w oczy
- Tak - odpowiedziałam uśmiechając się do całej trójki
- No więc, będzie dzisiaj... - oznajmił z pół uśmiechem
Widać było po nim wyraźnie, że nie wie czy jestem zadowolona czy nie.
Z jednej strony dopiero przyjechałam, natomiast z drugiej dobrze by mi zrobiła taka impreza.
Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Gwałtownie spojrzałam na Natalie, która wręcz prosiła mnie oczami, udając, iż nic o tym nie wie.
Jasne.
Zresztą co mi szkodzi.
- Okej - oznajmiłam uśmiechając
Masonowi chyba ulżyło, Natalie uśmiechała do wszystkiego i do wszystkich jakby tylko czekała aż powiem ,,Okej'', Michelle była pochłonięta szklanką z wodą, jakby jej tu nie było.
- O 20 - dodał po chwili również biorąc się za szklankę wody
Moment później z kuchni wróciła Natalie również niosąc szklankę, którą natychmiast przykuła do warg.
Czy oni są, aż tak spragnieni czy to jakiś rodzaj odstresowania.
Dziwne.
- W lodówce mam więcej butelek z wodą - oznajmiłam chwilę później
Chyba zauważyli, że ja zauważyłam, że zachowują się co najmniej dziwnie.
Cała trójka energicznie odstawiła na stół trzy szklanki.
- Nie ma takiej potrzeby - oznajmiła Natalie
- To co bierzemy się za pudła i walizki?! - krzyknął z entuzjazmem Mason
- Tak! - krzyknęła Michelle
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Wszystko poszło gładko.
Skończyliśmy jakieś dwie godziny temu.
Powoli zbliżała się 20.
Leżałam bokiem na kanapie podpierając głowę łokciem.
Nagle z góry zbiegła wystrojona Natalie.
- Melanie! Czemu jesteś jeszcze w tych bokserkach? - krzyknęła ze zdumieniem
- Jakich bokserkach? - spytałam oburzona podnosząc się z kanapy
- Mniejsza z tym, gdzie Twoja sukienka? Włosy? A makijaż?! - krzyczała wściekła brunetka ciągnąc mnie za nadgarstek
Niebawem byłyśmy już w łazience.
- Zawołaj mnie jak umyjesz się! - oznajmiła wychodząc i zamykając drzwi od łazienki
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Natalie! - krzyknęłam zawinięta w ręcznik schodząc powoli po schodach
Ku mojemu zdziwieniu w salonie byli Mason i Mich.
- Natalie jest na górze - oznajmiła Michelle po czym wróciła do rozmowy z Masonem
Michelle to całkiem fajna dziewczyna.
Ładna, nie wydaję się być niemądra.
Szybko wbiegłam z powrotem na górę.
- Natalie! Natalie! Natalie! - wołałam zaglądając po kolei do poszczególnych pokoi
- Nat...Awww jesteś! - krzyknęłam wchodząc do mojego pokoju
- Bierz to i idź się przebrać - oznajmiła z powagą
- Co? Przecież to tylko impreza powitalna, równie dobrze mogę iść w jeansach i koszuli w kratkę - oznajmiłam wymyślając argument po argumencie
- Idź... - przerwała mi podając brązowe skórzane lity
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ostatecznie poszłyśmy na kompromis.
Włożyłam jej ukochane buty, zwykłe jeansowe rurki i szarą koszulę w kratkę podwiniętą do łokci.
Włosy upięłam w mocnego koka.
Trochę niżej niż na czubku głowy.
Biżuterią były kolczyki - okrągłe perełki i garść
sznurowanych bransoletek.
Makijażem natomiast zajęła się Natalie.
Jednak moimi argumentami zmusiłam ją by przetrzeć usta tylko pomadką.
Odpuściła sobie policzki.
Często rumienie się od byle czego.
Wyszło tak, że pomalowała mi tylko rzęsy.
- Wezmą mnie za jakąś... - mówiłam do Natalie schodząc ze schodów
- Nawet nie kończ! - ostrzegła groźnie
- Wyglądasz...Ummm uroczo - oznajmiła z uśmieszkiem
- Taaa
- Panie i Panowie! Oto Melanie! - krzyknęła po chwili rozkładając przede mną ręce
- Wow! - oznajmił Mason
- Ślicznie! - krzyknęła uroczo Mich
- Hahaha cieszę się - oznajmiłam lekko się rumieniąc
Po chwili było słychać cichy śmiech Michelle.
Dziewczyna ubrała się elegancko.
Czarna spódniczka, kwiecisty gorset i czarne szpilki idealnie na niej leżały.
Do tego jeszcze naszyjnik - złoty łańcuch i złote kuliste kolczyki.
Czerwona szminka idealnie podkreślała jej prawie pełne usta.
- Ty też ślicznie wyglądasz - oznajmiłam uśmiechając się
Odwzajemniła uśmiech.
- To co? Jedziemy?! - krzyknął nagle z siłą w głosie Mason
- Tak ! - odkrzyknęłyśmy we trzy
- Zapraszam do samochodu - odrzekł wychodząc na zewnątrz i otwierając drzwi od samochodu
Z domu wyszłam ostatnia.
Ktoś przecież musiał go zamknąć.
Wzięłam jeszcze torebkę, o której zapomniała Natalie.
Za piętnaście minut 20.
Mnie i Natalie przeszły lekkie ciarki.
To chyba trema.
Sama myśl o tym, że poznam do końca nie znanych mi ludzi była odrobinę przerażająca.
Weź się w garść.
To przecież tylko ludzie.
Dasz radę.
Natalie była chyba bardziej rozluźniona ode mnie.
- Za chwilę będziemy - oznajmił spokojnie Mason
- Okej - odpowiedziałam lekko wystraszona
- Wszystko dobrze? - spytał z obawą
- Tak, to chyba zwykła trema... - oznajmiłam ze złamanym głosem
- Będzie dobrze - oznajmiła Natalie uśmiechając się z fotela obok
- Jesteśmy! Oto dom mój i Michelle - krzyknął z dumą parkując samochód przed olbrzymią willą
- Wow! - krzyknęła zdziwiona Nat po czym para natychmiast się zaśmiała
- Zapraszam - oznajmiła Michelle wysiadając z samochodu
- Chłopcy powinni zaraz być - dodała
Trema jeszcze bardziej mnie ,,zżerała''.
Natalie była coraz to bardziej podniecona.
- Chodźcie! - krzyknął Mason zamykając samochód małym pilocikiem
Szłyśmy za nim niczym grupka niedoświadczonych małych owiec z obawą przed wilkiem.
Zatrzymał się w olbrzymim pokoju.
Pełno drzwi.
Drewnianych jak i szklanych.
Okien też mu nie brakowało.
A na środku wielki złoty żyrandol.
Jestem tylko ciekawa skąd mój kochany kuzyn miał na to wszystko kasę.
- Mason! Przyjechali! - nagle przybiegła uśmiechnięta Michelle
- Kto? - spytałam po chwili
- Bruno i Phil - odpowiedziała spokojnie
- Hę?
Wydawało mi się, że nie dosłyszałam.
Jednak nie.
Podeszłam cicho w stronę kuchni gdzie Mason przygotowywał kiełbasę na grilla.
- Mason?
- Tak? - spytał nie odwracając się w moją stronę
- Powiedz, że ten ,,Bruno'' o którego jej chodzi to nie Bruno Mars - oznajmiłam lekko przerażona i po brzegi przepełniona tremą
- Tak, to Bruno Mars - oznajmił spokojnie dalej nie zwracając na mnie uwagi
Jak on mógł to robić?
Ja na jego miejscu nie wierzyłabym w to co mówię.
,,Bruno Mars podjechał pod mój dom i wspólnie zjemy kiełbaski z grilla nad basenem''
Można powiedzieć, że wstydzę się tego spotkania.
Natomiast z drugiej strony mam szanse dowiedzieć się jaki jest naprawdę.
Bez słowa wróciłam do salonu.
- Mel, idziesz? - spytała Natalie wychodząc z salonu i kierując się przed dom wraz z Michelle
Ponownie bez słowa dołączyłam do dziewczyn.
- Powiedzieli, że dzisiaj nie mogą
W jednej chwili trema jakby sztucznie nasiliła się.
Zamarłam.
Miałam okazję usłyszeć autentyczny głos Bruna.
- No cóż, może innym razem - oznajmiła Michelle
- Awww chciałabym Wam kogoś przedstawić - zwróciła się po chwili ciągnąc mnie i Natalie za rękę
Byłam lekko zmieszana.
- Bruno, Phil to jest Melanie i Natalie, Melanie, Natalie to jest Bruno i Phil - oznajmiła z uśmiechem po kolei wskazując na każdego z naszej czwórki
- Cześć! - odpowiedzieli równo po czym zaczęli się śmiać ściskając moją dłoń i Natalie
- Cześć - odpowiedziałam ze spokojem podając rękę pierw Brunowi, a następnie Philowi
- Cześć! - oznajmiła ucieszona Natalie również podając im rękę
Czułam się trochę niezręcznie gdyż obydwaj również nosili koszule w kratkę.
Różniły się jedynie tym, iż Bruno nosił czerwoną podwiniętą do łokci, natomiast Phil zieloną opuszczoną do nadgarstek.
- Chodźcie! Myślę, że Mason zdążył już ponacinać kiełbasę - zaśmiała się Mich
Wolnym krokiem cała nasza piątka skierowała się ku salonowi.
Okazało się, że Michelle miała rację, ale i jednocześnie jej nie miała.
Mason stał już przy grillu.
We czwórkę spoczęliśmy przy dużej brązowej ławce.
Michelle musiała udać się do kuchni.
Znając Natalie, któryś z tej dwójki wpadł jej w oko.
Bardziej szkoda byłoby mi jej przyszłego chłopaka, niż jej.
Jak na razie była to nieustająca chwila ciszy, którą ktoś musiał przerwać.
Nikt z naszej dwójki nie widział ich nigdy na żywo, oni tak samo.
Miałam na dzieję, że ta cisza szybko zniknie.
- Co tam u Was? - nagle z pytaniem wyrwała się Natalie
Przez krótką chwilę chciałam ją udusić.
Jednak dziękowałam jej za koniec milczenia.
- Nic ciekawego...A u Ciebie? - oznajmił Phil poprawiając okulary i wpatrując się głęboko w ciemne oczy Natalie
I znowu pojawiło się to uczucie zmieszania.
- Przyjechałam dzisiaj na stałe do L.A., Melanie też, tylko, że wczoraj - odpowiedziała chichocząc i przez krótką chwilę przyglądając się mi
Phil rzucił jej krótki uśmiech.
Znając Natalie zapewne odwzajemni go.
I nie myliłam się
- A co u Ciebie Bruno? - spytała nagle wolno przerzucając wzrok na chłopaka siedzącego naprzeciw mnie
- Też niezbyt mam o czym opowiadać - oznajmił z pół uśmiechem
Przyszła pora bym i ja odezwała się.
- Widziałam Twój występ na Super Bowl, byłeś niesamowity! - oznajmiłam z nagłym podnieceniem na co cała trójka momentalnie zwróciła na uwagę
- Hahaha dzięki - odpowiedział ze śmiechem
Moment później Phil odszedł w towarzystwie Natalie by pomóc w przygotowaniach.
Oczywiście po wielokrotnych namowach wreszcie udało im się namówić Masona i Michelle.
Zostałam sama z Brunem.
Niezręcznie.
Byłyśmy tu z Natalie jakąś godzinę, a dowiedziałyśmy tyle co nic.
- Mason mówił, że grasz na gitarze - oznajmił przerywając ciszę
- Tak, i śpiewam - oznajmiłam z lekkim uśmiechem
- Może będę miał kiedyś okazję posłuchać jak grasz, a może i nawet śpiewasz - oznajmił z szerokim uśmiechem na który sam widok każdy by uśmiechnął się
- Więc przeprowadzasz się do L.A. ? - dodał po chwili
Wydaję mi się, że jak na razie to tylko mu zależy by jakoś podtrzymać tą rozmowę.
- Teoretycznie to już się przeprowadziłam - oznajmiłam uśmiechając się
On również uśmiechnął się.
Chwilę później w oddali wypatrzyłam idących w naszą stronę Natalie i Phila.
Zanim się obejrzałam byłyśmy już w łazience, a Natalie poprawiała makijaż.
- No jak tam? O czym rozmawialiście? - rzuciła
Pytanie za pytaniem.
- Ale co ,,Jak tam''? O niczym... - oznajmiłam przekręcając głowę w przeciwną stronę
- Jak to co? O niczym? Jasne... - wypaliła wkładając kosmetyki z powrotem do torby i wychodząc z łazienki
Czy ona musi być taka ciekawska?
----------------------------------------------------------------------------------------------------
Przyjęcie w miarę szybko się skończyło.
Wydawałoby się, że dopiero co przyjechaliśmy.
Żadne z nas nie tknęło alkoholu, co było cudem, bo wokół domu Mich i Masona jest pełno sklepów monopolowych.
Wydaję mi się, że Phil wpadł w oko Natalie.
I tak właśnie minął mój pierwszy dzień w L.A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Trzeeeeci
Przepraszam za wszelkie błędy
W tym rozdziale opisałam jej przyjazd do L.A. __________________________________________________________

W końcu zajęłam się czymś co lubię najbardziej, a mianowicie spanie.
Byłam już zmęczona tymi wszystkimi walizkami, pakowaniem.
Oczywiście nie przespałam wszystkich 6 godzin
Samolot wylądował dosłownie 10 min temu, teraz czekam aż Mason przyjedzie...
*Try* *Try*
- Mason! - krzyknęłam wstając z ławki przed budynkiem i obracając się w stronę nadjeżdżającego samochodu
- Melanie! Nic się nie zmieniłaś! - mówił wychodząc z samochodu i ściskając mnie
- Chociaż, nie...Jesteś bardziej opalona - mówił przyglądając się mojej twarzy
- Hahaha, za to ty się zmieniłeś - śmiałam się poklepując go w ramie
- Nabrałeś muskulatury - mówiłam dotykając jego mięśnie na rękach
- Hahaha, do tej pory tylko Michelle dotykała mnie tu, ale okej, nie mam nic przeciwko - mówił śmiejąc się po czym ja oderwałam rękę od jego ręki
- Michelle? Znam ja? - spytałam nagle
- Raczej wątpię, to moja dziewczyna - zaśmiał się
Powiem szczerze, kiedyś podobał mi się mój kuzyn, ale jakoś to przeminęło.
I w sumie ciesze się.
Wiedziała o tym tylko Natalie.
A tak poza tym Mason to moja rodzina.
- Może będę miała okazje ja kiedyś poznać? - zaśmiałam się
- Pewnie, to co? Idziemy po Twoje bagaże? - spytał
- Taak! - krzyknęłam niczym dziecko, które ma zaraz dostać upragniona zabawkę
Przy Masonie odruchowo moje zachowanie podkreślało to, że jestem od niego młodsza, z dużym naciskiem na ,,młodsza''.
- Dobra, weź te dwie torby! - krzyknął z daleka wskazując na odległe od niego dwie czerwone torby
- Okej!
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Mel! Leć po gitarę! - krzyknął stojąc przy otwartym bagażniku i układając walizki
- Skąd wiesz, że wzięłam gitarę? - spytałam zdziwiona
- Jesteś odrobinkę przewidywalna - stwierdził śmiejąc się
- Ja? - spytałam oburzona
- Hahaha, tak
- Dobra, idę - odwróciłam wzrok od niego kierując się do budynku
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Gitara, gitara, gitara, gita...O jest! - mówiłam pod nosem biorąc czarny futerał na gitarę i kierując się do wyjścia
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- Gdzie on jest? - szeptałam kładąc gitarę na dwie czerwone torby obok białej walizki
- Melanie! - krzyczał biegnąc do samochodu
- Poszedłem kupić coś do picia - mówił kładąc dwie butelki pomiędzy przednimi fotelami
- Uuuum, ok - mówiłam dociskając drzwi od bagażnika
- Wsiadaj! - zawołał przekręcając kluczyki w stacyjce
- Już! - krzyknęłam zapinając pas
- No to jedziemy!
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- A tak w ogóle to od kiedy wy z Michelle jesteście razem? - spytałam kończąc kanapkę z szynką
- Jesteśmy już razem od... 3 lat, 6 miesięcy, 9 dni i 2 godzin - mówił z dumą
- Wow! Jesteś jedynym chłopakiem, którego znam i który wiedziałby dosłownie co do godziny ile jest ze swoją dziewczyną! - oznajmiłam bardzo zdziwiona- No cóż, jestem wyjątkowy - przyznał
- Taa - oznajmiłam z ironią
- Dobra, masz już jakieś mieszkanie?
- Tak, takie małe
- Uhm...
- A ty gdzie mieszkasz? - spytałam przerywając niezręczną ciszę
- Mieszkam z Michelle, mamy taki średni dom nad wodą - rzekł gwałtownie przekręcając kierownicę w lewo
- Uhmm
- Wiesz, wspólnie z Michelle i kumplami ze studia wymyśliliśmy by urządzić Ci małe spotkanie powitalne, co Ty na to? - oznajmił nagle raz patrząc na mnie raz na drogę
- Ummm znaczy imprezka? Jacy kumple? - spytałam chichocząc pod nosem
- No tak, wiesz, dużo rzeczy zmieniło się gdy Ciebie nie było, i nie jest takie same jak 11 lat temu - mówił jednocześnie z dużym skupieniem na drodze
- No tak...grasz na czymś? - spytałam wyraźnie wyrywając go z myśli
- Emmm, tak od 10 lat na gitarze i 6 lat na fortepianie - mówił z wyraźną dumą
- Studio? Ummm jesteś w zespole czy coś?
- No wiesz...W pewnym sensie, tak jakby...nie do końca - mówił
- To tak czy nie?
- Tak i nie, słyszałaś o kimś takim jak Bruno Mars? - spytał
- Co? Za kogo ty mnie masz? Za jakiegoś zacofańca? Oczywiście, że tak! - wybuchłam oburzona
- Hahaha, dobra już - mówił wybuchając śmiechem
- No, i to właśnie z nim pracuję - dodał z wyraźną dumą
- Łoooooo! Serio??! - krzyknęłam z wyraźnym podekscytowaniem
- Hahaha, nie podniecaj się tak - wybuchnął śmiechem
- Dobra, skręć jeszcze w lewo i będziesz w zasięgu wzroku mojego przepięknego domu, którego ja oprócz ze zdjęć to ani razu nie widziałam - oznajmiłam ze śmiechem na co on skręcił w lewo
- Wow! Myślałem, że będziesz mieszkać w bloku - oznajmiłam z prawie, że krzykiem
- Hahaha ja też
- Duży ten dom jak na jedną osobę - dodał zdziwiony
- Za dwa tygodnie przyjeżdża Natalie i będziemy mieszkać razem - powiedziałam mocno ucieszona
- A nie myślałyście o czymś...hmmm bardziej prywatnym? - spytał parkując samochód i wysiadając z niego
- Co masz na myśli? - spytałam oburzona również wysiadając z samochodu
- No wiesz...jak któraś z Was będzie chciała z kimś, no wiesz... - zaśmiał się znacząco poruszając brwiami zmierzając do bagażnika i otwierając go
- Hahaha Mason! - wybuchłam śmiechem szturchając go ramie
- Coś wymyślimy... - zaśmiałam się cicho
- Hahaha okej, otwieraj drzwi !
- Okeeeej - wbiegłam na schody otwierając wielkie brązowe drzwi
- Mmmmm pachnie nowością - dodałam otwierając drzwi na oścież
- Mel łap swoje torby, gitarę i zanoś do domu! - rzekł Mason podając mi dwie torby i gitarę
- Ja biorę walizki, a ty idziesz coś zjeść i spać - dodał
- Jasne, wujaszku Mason, robi się! - krzyknęłam z ironią
- Jestem kuzynem, ale wujaszku może być - zaśmiał się
----------------------------------------------------------------------------------------------------
- To cześć! Dzięki za pomoc! - żegnałam się z Masonem, który właśnie odjeżdżał samochodem
- Cześć!
Jak na razie dobrze jest mi w tym mieście.
Od jutra zaczynam nowe życie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Proszę o to drugi
Za wszelkie błędy przepraszam
Myślałam, że będzie dłuższy... xD
_________________________________________________________

- Masz już wszystko?
- Tak
- Na pewno? - spytała Natalie
- Tak, na pewno, a z resztą jak coś zapomnę to przecież w L.A. też mają sklepy - zatwierdziłam rozszerzając uśmiech
- Uhhh tak bardzo będzie mi Ciebie brakować - oznajmiła słodko rzucając mi się na szyję
- Mi Ciebie też, ale to tylko 2 tygodnie - oznajmiłam
- Co ja mówię?!? Nie wytrzymam bez Ciebie - dodałam dalej ją tuląc
- No dobra - mówiła odrywając się ode mnie
- Teraz już na serio, masz wszystko?
- Tak - uśmiechnęłam się
- No to bierz te swoje walizki i chodź - rzuciła zdejmując z półki kluczyki od srebrnej Mazdy
- Nat!
- Co? Coś się stało? - mówiła stojąc przy otwartym bagażniku gdy ja męczyłam się z tymi walizkami
- Nic, ja tylko...pływam wśród walizek - oznajmiłam z ironią
- Poczekaj już idę - mówiła przez śmiech
- Hahahaha, o jeny, Mel! - dodała dalej się śmiejąc
- Zamknij się i bierz tą drugą walizkę - mówiłam szturchając ją łokciem
- Już, już Melanie Gwendolyn Patricia Bennett, robi się!
- Ohh nienawidzę mojego drugiego imienia - mówiłam z wyraźną wściekłością
- Wiem Gwen - mówiła przez śmiech łapiąc ostatnią walizkę do bagażnika
- Mel, zamykam bagażnik, masz coś jeszcze? - spytała ręką podpierając się o bagażnik
- Już, czekaj! Mam jeszcze jedną torbę! - mówiłam idąc w stronę Natalie
- Co ty masz w tej torbie?
- Pędzle, węgiel, bloki, pastele, ołówki, gumki chlebowe i jeszcze inne rzeczy
- Boże! Masz coś jeszcze?
- Tak, poczekaj! - pobiegłam na górę i z wielkiej szafy wyjęłam torbę z moją starą gitarą
Złapałam jeszcze po drodze sztalugę i pobiegłam do Nat.
- Miała być jedna torba! - powiedziała oburzona
- Dobra, zgaduję, że to gitara, więc ją wkładaj, a w drugiej... - przerwałam jej
- Sztaluga
- Sztaluga, dzięki, możemy już ruszać czy masz coś jeszcze?
Nat doskonale wiedziała, że gdy ktoś chce ze mną gdziekolwiek jechać musi wiedzieć, że przygotowania zaczynam przynajmniej 2 godziny wcześniej.
- Myślę, że mam już wszystko - oznajmiłam
- Myślisz? Dobra, no to chodź - mówiła zamykając bagażnik
- Myślę, że najwięcej miejsca w samolotowym bagażniku zajmą Twoje walizki i torby - wybuchła śmiechem
- Skończyłaś?
- Hahaha, tak - mówiła odpalając silnik gdy to ja włączałam radio
- Cause you're amazing.. - nagle w samochodzie rozbrzmiał nam doskonale znany utwór
- Mel?
- Tak?
- Mogłabyś zmienić stację? - oznajmiła
- Mogłabym
- Ale?
- Ale nie zmienię..
W końcu Natalie popchnęła mnie w moją stronę drzwi i przełączyła na inną stację.
- And now all I wanna see Is a sky full of lighters...
- Hahaha, no cóż, ta Twoja zemsta jest miła dla uszu - powiedziałam śmiejąc się jednocześnie z Nate
- Ha ha ha, bardzo śmieszne - mówiła z ironią przełączając na inną stację
- Although it hurts, I'll be the first to say that I was wrong...
- Boże - mówiła sięgając do przycisków by ponownie zmienić stacje
- Czemu? - dodała
- Nie! - krzyknęłam odrywając jej rękę od radia
- Miej ty serce
- Dobra, w takim razie wcale nie będziemy słuchać radia - mówiła sięgając po wyłącznik radia
- Jak tam sobie chcesz - powiedziałam z powagą w głosie opierając się o otwarte okno
Po chwili Natalie ponownie włączyła radio
- Take you to every party ‘cause I remember how much you loved to dance
- Przeeepraszam - mówiła z ironią
- Okej, daleko jeszcze, zaraz spóźnimy się na samolot?
- Samolot masz dopiero o 12, a jest 10, mamy jeszcze sporo czasu - oznajmiła
- No tak
- Co?
- Nic
- Lepiej idź spać - powiedziała ze śmiechem w głosie
- A w ogóle jadłaś jakieś śniadanie? - spytała nagle gdy wyjmowałam z torby małą poduszkę
- Nie, a ty?
- Też - mówiła
- 1,5 km stąd jest jakiś bar - oznajmiłam
- No to jedziemy
Podczas gdy Nate jechała do baru ja wyciągnęłam z głębi bagażnika moją gitarę.
- Nate, wiem, że to uwielbiam - wybuchłam śmiechem
- Tak, bardzo, strasznie - oznajmiła z ironią
- Graj już
- Okej
- It's just a moment of fear, pain, tears, and one nagging question, What is wrong with me?''
The moment in which you see your whole life, even if it was brief.
When you want to start crying, and you can not squeeze the smallest tears, because you know that what you just met will be worse than anything.
When you want to tell others how much you love them and you can not look at them.
Because they do not exist. - zaczęłam grać, śpiewać, a po chwili płakać
- Awww Mel, zostaw tę gitarę i się przytul - mówiła zauważając, że płacze
- Nie płacz Mely
- Znowu pomyślałam o mojej rodzinie - mówiłam dławiąc się łzami
- Już dobrze - pocieszała mnie parkując auto przed barem
- Jesteśmy już, chodź
- Ja płacę, czy ty? - spytałam ocierając łzy
- Ja - odpowiedziała podając mi już 15 chusteczkę
- Nie za dużo tych chusteczek?
- Nigdy nie za dużo, chodź, ty - oznajmiła ze śmiechem
- Ty idź znaleźć jakieś miejsce, a ja zamówię coś
- Okej, Nate?
- Tak? - obróciła się w moją stronę
- Dziękuję - uśmiechnęłam się
Natalie odwzajemniła uśmiech i udała się do kasy.
Usiadłam na skórzanym krześle i przyglądałam się ludziom za oknem.
Niektórzy jak my dopiero przyszli, a niektórzy odjeżdżają.
Postanowiłam napisać do mojego 29-letniego kuzyna, Masona by odebrał mnie z lotniska.
,,Mógłbyś odebrać mnie z lotniska?''
- Mel, mamy jeszcze pół godziny - powiedziała Nate wracając do stolika z tacą wyłożoną pysznościami
Naleśniki, gofry, jajecznica i wiele innych.
*Pick* *Pick*
,,Ok, o której?''
,,Zadzwonię jak przylecę''
*Pick* *Pick*
,,Ok''
Odłożyłam telefon do kieszeni moich odbarwionych jeansów i wróciłam do rozmowy z Natalie.
- Zamierzasz to wszystko zjeść? - spytałam zdziwiona
- Z Tobą - zaśmiała się
- Hahaha ok
Wzięłam się za gofry z bitą śmietaną i truskawkami.
Natalie chwyciła naleśniki posmarowane Nutellą i obsypane malinami.
- Mamy jeszcze 15 min - oznajmiła
- Do czego?
- Do złożenia bagażu
- No to jedźmy już
- Ok
Natalie zapłaciła za naleśniki, gofry i inne.
Ja kupiłam jeszcze dwie butelki wody na drogę.
Spakowałyśmy wszystko w samochodzie i ruszyłyśmy.
- Dobra zaparkuj tam a ja idę oddać bagaże - oznajmiłam wychodząc z samochodu i niosąc bagaże
- Mel! Zaraz Ci pomogę wnieść resztę!
- Ok!
Chwyciłam część toreb i zaniosłam je do pracowników samolotu.
Po chwili dołączyła do mnie Natalie, która przy pomocy kilku pracowników wnieśli resztę walizek.
- Chyba miałam rację - szepnęła Nat
- Chyba
- Masz jeszcze 5 minut do wylotu - oznajmiła Nate
- No, to się żegnamy - moje oczy się zeszkliły
Zauważyłam, że Natalie poleciała jedna łezka.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - oznajmiła ocierając słodkie łzy
- Przylecę za 2 tygodnie na Twoje urodziny - dodała uśmiechając się
- Pa - rzuciłam biorąc od niej moją małą torebkę
- Pa - krzyknęła gdy wchodziłam po schodkach do samolotu
Siedząc już na miejscu zauważyłam jak Natalie odjeżdża.
Samolot wystartował.
Mam przed sobą 6 godzin lotu.
- Co ja będę robić przez 6 godzin? - szepnęłam cicho
Pytanie brzmi ,,Co będę robić 2 tygodnie bez Natalie?''
  • awatar LMP: Co z tą Natalie nie tak? Jak można zmienić stację, kiedy śpiewa Bruno :D
  • awatar glovesandhats: Kiedy ja ostatnio słyszałam Bruna w radiu ...
  • awatar - destiny -: @But in this jungle you can't run: Chciałabym takie radio :D hahahaha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Okazało się, że nie zaszkodzi spróbować
To zaczynamy
Za wszelkie błędy z góry przepraszam
_______________________________________________________

- I w ten oto sposób możecie uzyskać podobny efekt - mówił nauczyciel
Właśnie odbywał się kurs fotografii.
Ja jak zwykle spóźniona biegłam przez długi korytarz w poszukiwaniu sali nr 26.
Kurs prowadził młody facet, Tim Harvey.
Dziewczyny z pierwszego rzędu były nim wprost onieśmielone.
Czasem gdy tu przychodzę czuję się jakbym nadal była w liceum, gdzie połowa nastolatek podkochuję się w nauczycielach.
Na szczęście był tu tylko na zastępstwo.
- 23,24,25 - szłam dalej przez korytarz bacznie przyglądając się wszystkim numerom sal
- 26...o nie, znowu to samo... - rozmyślałam stając pod drzwiami
Jestem niepunktualnym człowiekiem i trochę dziwnym, ponieważ zaczęło mi się nudzić nawet to całe spóźnianie.
- Dobra - złapałam na srebrną gałkę od białych plastikowych drzwi i przekręciłam ją w lewo.
- A któż to? - powiedział zdziwiony profesor
- Toż to Melanie Bennett, raczyła nas odwiedzić - ciągnął dalej tą gierkę ze sztucznym entuzjazmem
Jak dla mnie był trochę dziwaczny.
- Siadaj! - powiedział zdecydowanie
- Ale... - przerwał mi
- Nawet nic nie mów, po prostu usiądź - powiedział odrywając się od tablicy w głębi sali
- Mogę to wytłumaczyć - dodałam zmierzając do swojej ławki
- Jak już wcześniej wspomniałem, po prostu usiądź
Tył sali wybuchł śmiechem.
Usiadłam obok Natalie, przyjaciółki.
Profesor słysząc śmiech odwrócił się w ich stronę.
- Kim, może zechcesz powiedzieć nam co potrzeba by szczegółowo sfotografować księżyc? - mówił wskazując palcem na panienkę z tyłu
- Nie, a pan? - odpowiedziała zdecydowanie
Profesorek Tim zignorował ją i wskazywał na kolejnych uczniów, którzy od razu gwałtownie przecząco machali głową.
- A może ty Alice?
...
Sara?
...
David?
...
Tom?
...
Doug?
...
Stephanie?
...
Nie? - zrezygnowany odwrócił się na pięcie w stronę tablicy, wracając do biurka.
- Uhhh jak to możliwe, że każdy z Was ma już 22-26 lat, a nadal zachowujecie się jak banda nastolatków? - westchnął wykończony nauczyciel
- Nie wiem - odpowiedział głośno Tom
- Hmmm widzę, że na to odpowiedź znałeś
Tom jako najstarszy z naszej grupy 26-latek uwielbiał się wymądrzać.
Podobno był zakochany w Nellie, nie jest już z nami w grupie, właśnie dzięki Tomowi.
Nie chce powiedzieć dlaczego, pewnie on sam nie wie dlaczego.
- Dobrze może na dzisiaj to już koniec - rzucił profesor
Po chwili cała sala stanęła w ogromnym hałasie.
Wszyscy zaczęli pakować swoje książki, rozmawiając przy tym.
Ktoś nawet wyciągnął przenośny ekspres do kawy i zaczął ją parzyć.
W końcu gdy w sali zrobiło się w miarę cicho i zostały 4 osoby do sali weszła wysoka i ruda kobieta.
Szła w stronę biurka, ciągnąc za sobą długą sukienkę w kwiaty.
Chyba była w ciąży.
Strasznie przypominała mi Nellie.
W końcu zawisła na ramionach profesora i czule ucałowała go.
- Mel? - nagle ktoś w oddali wymawiał moje imię
To ta kobieta.
Oderwała się od Tima i truchtem przybiegła do mnie.
- Mel, to ja Nellie! - krzyknęła
- Nellie? - powiedziałam zawieszając torbę na lewe ramię
- Tak! - odpowiedziała, a uśmiech rozszerzył jej się jeszcze bardziej
W końcu rzuciłyśmy się sobie w ramiona.
- Tak dawno Cię nie widziałam! Jak tam u Ciebie? - zaczęła obsypywać mnie pytaniami
- Niedługo mam te swoje 24 urodziny i planuję wyprowadzić się do Los Angeles, powiedz lepiej co u Ciebie? - mówiłam na jednym oddechu
- Wiesz...zaręczyłam się z Timem, jestem z nim w ciąży, pamiętam jak ja 2 lata temu obchodziłam swoje 24 urodziny, dziś mam już 26, widzę, że San Francisco Ci się znudziło - odpowiadała po kolei
- Jesteś w ciąży? Gratuluję - powiedziałam zdziwiona rozszerzając uśmiech i ukazując przy tym małe dołeczki
Nellie zaśmiała się cicho.
- Wiesz muszę już lecieć, zostawiłam Natalie samą w domu - rzuciłam głaszcząc jej duży brzuch
- Okej - mówiła prze śmiech
Minęłam profesora i wyszłam przed budynek na parking.
- Gdzieś tu powinien być mój samochód - szepnęłam sama do siebie w poszukiwaniu srebrnej mazdy.
- Uhhh trudno wrócę do domu taksówką.
*Drrr* *Drrr*
W mojej kurtce rozbrzmiał znajomy dźwięk telefonu.
- Halo? - zawołałam przykładając białego Krugera do ucha
- Mel, gdzie ty jesteś?
- Nat! Ktoś ukradł mi samochód, jak mam teraz wrócić do domu?
- Uuups - głośno westchnęła
Nagle zapadła cisza.
- Nat? Ty wzięłaś samochód? - zaczęłam
- Tak - powiedziała niepewnie
- Natalie! - wydarłam się na nią z wściekłością
- No dobra już, zaraz po Ciebie przyjadę. - oznajmiła ze spokojem w głosem i rozłączyła się
Ta dziewczyna kiedyś mnie wykończy, ale to i tak moja stara, kochana Natalie.
Moja szalona brunetka z piwnymi oczami.
Nie wiem co bym bez niej zrobiła.
Jak na razie jest dla mnie wszystkim.
  • awatar - destiny -: @LMP: Dziękuję że Ci się podoba :)
  • awatar LMP: Bardzo fajny początek! Niech się wyprowadza szybko do tego LA :D Czekam na więcej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Więc tak, mam taki dziwny zwyczaj, że o każdym moim idolu piszę opowiadanie.
Tak się właśnie zdarzyło, że padło tym razem na Bruno Marsa i to właśnie o nim będzie to opowiadanie.
Jest tylko jedna rzecz, która nie daję mi spokoju, a mianowicie czy:
- mam po co pisać to opowiadanie?
- mam dla kogo pisać to opowiadanie?

Nie jestem żadnym takim mistrzem w pisaniu.
Bywało się na różnych konkursach itd.
W szkole mam nawet jednego wiernego fana, jednak nie znalazłam żadnego takiego, który byłby fanem Bruna, albo mi o tym nie wiadomo, który byłby fanem jakiejkolwiek gwiazdy tego typu, by stworzyć o Nim opowiadanie.

Wracając do tematu chce sprawdzić czy to ma sens.
Czy miałam po co zakładać tu konto.
Chciałabym wiedzieć czy znajdzie się ktoś kto byłby zainteresowany tym opowiadaniem, chociażbym kilka osób, dla których miałabym po co wchodzić na Pingera.
Sama czytam całkiem sporo opowiadań na Pingerze o Brunie.

Byłby tu ktoś zainteresowany przeczytaniem chociażby jednej części?

Pozdrawiam
  • awatar glovesandhats: Ja też jestem na TAK!!!
  • awatar LMP: Ooo brakuje tu teraz jakiś Brunowych opowiadań, także jestem na tak! :D Spróbować zawsze warto ;) Czekam na pierwszy odcinek :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›